wtyczki społecznościowe

Przyciski społecznościowe dostarczyły profilki.pl

piątek, 16 lutego 2018

Czy opłaca się robienie kartek na sprzedaż? cz 3




Witajcie,
po raz trzeci wracam do Was z tematem zarabiania. Mam nadzieję, że udaje mi się w miarę możliwości przybliżać po kolei różne kwestie z tym związane. Czekam także na pytania zadawane w komentarzach, może jest coś co powinnam jeszcze poruszyć? To, co piszecie pod kolejnymi postami jest dla mnie bardzo istotne i nawet jeśli nie jest sformułowane jak pytanie, inspiruje mnie do rozwinięcia niektórych wątków. 
  Tak było w przypadku komentarza Evy, którą od lat obserwuję poprzez jej bloga Mimowolne Zauroczenia, znam osobiście i przede wszystkim ogromnie cenię. Na każdym z nas duże wrażenie zawsze robią komentarze od osób, które są naszymi guru w pewnych kwestiach, dlatego ucieszyłam się bardzo z tego co Ewa napisała, ale przede wszystkim dlatego, że zwróciła moją uwagę na pewną sprawę, o której muszę wspomnieć, bo to bardzo ważne. 

WARUNKI PRACY

Oświetlenie, wygodne krzesło, albo wspaniale wyposażony SCRAPROOM!

Nie, nie o tym chciałam pisać. Miałam na myśli ludzi, jakimi się otaczamy. Dzięki nim te warunki są właśnie lepsze lub gorsze. Ewa napisała, że mam dar do zjednywania sobie ludzi. Ja wiem, że niestety nie wszystkich, ale czy na pewno niestety? Nauczyłam się szybko odcinać o tych, z którymi było mi niekomfortowo i nie po drodze. To nie odwaga pchała mnie do wprowadzania zmian w pracy tylko taki rodzaj upartego unikania osób, które nie wprawiają mnie w zbyt dobry nastrój. Bardzo dobrze wiem, jak wielu z Was czytając to kiwa głową ze smutkiem, bo właśnie znajduje się w takiej sytuacji, gdzie codzienne zmuszanie się do pójścia do pracy okupione jest pogarszającym się nastrojem, frustracją, poczuciem bezsensu... Tylko błagam Was, nie utwierdzajcie się w przekonaniu, że tak musi zostać, bo wcale tak nie jest. Każdą pracę można zmienić, nawet jeśli nie z dnia na dzień, to i tak najlepszym ratunkiem jest nadzieja i dążenie do realizacji swojego marzenia o zajęciu, które przyniesie Wam satysfakcję. Ważne jest jeszcze to kim prywatnie się otaczamy- rodzina i przyjaciele. Ja mogłam sobie pozwolić na te wszystkie "odważne zmiany" w życiu dzięki moim bliskim. Strasznie mi przykro, kiedy czasami czytam z jakim brakiem zrozumienia dla swojej pasji spotykają się niektórzy. Dlaczego? Przecież bardziej wartościowy jest ten, kto poświęca swój czas na rozwój, ciągłe doskonalenie umiejętności, niż ktoś kto bezmyślnie z nudów wgapia się w ekran telewizora czy komputera, a właśnie takie osoby najczęściej mają zapędy do komentowania pasjonatów, że jesteśmy niepoważni, że szkoda czasu i ile to pieniędzy wydajemy na "głupstwa". Całe szczęście u mnie w domu zajmujemy się rękodziełem już w kolejnym pokoleniu, mam bardzo kreatywną mamę, która talent odziedziczyła po swojej mamie. W pierwszym odcinku pisałam o mojej siostrze wprawiając Was w ogromne zaskoczenie- tak, tak Groszek to moja prawdziwa siostra :) Nasza ciocia także ma wyjątkowy dar do tworzenia i przede wszystkim - kreowania swej przestrzeni, czego wspaniałe efekty możecie oglądać z kolei na blogu Biały Zakątek. Nawet moja księgowa jest bardzo utalentowaną scraperką, którą wielu z Was zna... Zgadniecie o kim mowa? Bardzo jestem ciekawa :) No i mąż, który uwielbiając prace w drewnie niechcący wpasował się z drewienkami Story Wood w potrzeby naszych mixedmediowych prac. Teraz czas na dzieci :) Nasza najstarsza córka już dawno przeskoczyła mnie umiejętnościami plastycznymi i wiadomo, że jest mega utalentowana - to nie tylko opinia dumnych rodziców! Syn jeszcze dzielnie się broni przed craftowym światem, ale najmłodsza córka także wsiąkła na całego ;) 
   Po co Wam to wszystko piszę? Bo chciałam, by spojrzeć na własne decyzje przez pryzmat swojej sytuacji. Jeśli planujecie założyć działalność gospodarczą i w otoczeniu nie będzie silnego wsparcia dla tego pomysłu to będzie Wam niestety ciężko. Nie rezygnujcie jednak, spokojnie szukajcie zrozumienia dalej, bo jeśli w rodzinie nikt nie popiera Twojego zapędu, poszukaj, przecież ludzi o wspólnej pasji nie brakuje, nawet w najmniejszym miasteczku znajdzie się kilka osób o podobnych zainteresowaniach. Spotkania z takimi osobami dają też sporo dobrej energii- tego właśnie Wam życzę.
   Rozpisałam się mimo, że zupełnie inaczej ten post dzisiejszy miał wyglądać, ale uważałam, że to wszystko na prawdę istotne. W zasadzie można przyjąć, że to wprowadzenie do części, którą nazwiemy:

PLAN PRACY

   Zakładamy, że podjęliśmy się działalności na własny rachunek i teraz tylko tworzymy piękne kartki.
Nic bardziej mylnego. Radosna twórczość to będzie ułamek tylko naszej pracy. W zależności od tego gdzie kierujemy swą ofertę, czy na rynek lokalny, czy to sprzedaż internetowa poszerzająca znacznie nasze możliwości (czyżby?) coś innego zajmie nam teraz większość naszego dnia. Omawianie z klientami wszelkich kwestii dotyczących zamówienia, organizowanie sobie niezbędnego towaru, szukanie towaru, inspiracji, pomysłów na sprostanie wytycznym klientów co do zamówień, robienie zdjęć, opisów, prowadzenie stron na portalach społecznościowych, a może jeszcze bloga, sklepu lub sklepiku na platformie sprzedażowej dla rękodzielników, pilnowanie terminów, faktur, itd... na to co lubimy najbardziej czasu zostanie już niewiele niestety i z tym trzeba się liczyć. U mnie najgorsze jest to, że ja kompletnie pracy sobie zorganizować nie potrafię. Dlatego muszę mieć obok kogoś kto robi to doskonale za siebie i za mnie. Na dodatek jestem typową sową i nie jestem w stanie tego zmienić- nocą doskonale mi się tworzy, a ostatnio także pisze ;) ale niestety rano muszę jak każda Matka Polka Rozwożąca zawieźć dzieci tam gdzie trzeba i zajrzeć do Warsztatu, na przykład po to by spakować zamówienia jakie składacie w naszym sklepie i nadać przez kuriera. Myślę, że gdybym się tylko lepiej zorganizowała byłabym milionerką.  Cenię sobie jednak wyżej pozostanie w zgodzie ze sobą samą no i planów nie robię :)
Jednakże do Was apeluję - PLANUJCIE SOBIE ROBOTĘ!

A teraz poważnie- na początku posta było o ludzkich relacjach to i teraz będzie. Chodzi mianowicie o nasze nastawienie do klientów i ich oczekiwań. 

JAK ROZMAWIAĆ Z KLIENTAMI?
  
   Liczycie się z różnymi często niełatwymi sytuacjami? Idealnie byłoby gdyby moja praca polegała na sprzedaży gotowych kartek, które klient wskazuje i ja tylko pakuję i kasuję. Niestety tak nie jest, bo nasze rękodzieło w wyniku dużego zapotrzebowania na pamiątki personalizowane musi się do tego zastosować. Jeśli ktoś zamawia kartkę na 18 urodziny dziewczyny będącej strażakiem (strażaczką chyba?) i wielbicielką futbolu jednocześnie to oczekuje kartki, która do tego nawiąże. Dlatego większość naszych realizacji odbywa się pod kontem konkretnego zamówienia. Na bieżąco, pod presją czasu i jak wspomniałam wytycznych. No i tutaj wychodzi ze mnie całe zło w tym momencie... Pojawia się klient, mówi grzecznie: "Pani zrobi takie jak tutaj, z takimi kwiatkami, ale w takim kolorze, plus jeszcze taki i taki kolorek, no i może jakieś elementy nawiązujące do pasji, zawodu i koniecznie drugiego imienia". I cały problem z głowy, bo nad czym mam dumać, jak już wszystko palcem pokazano, teraz tylko myk, myk i gotowe :)
A ja złośliwa nic sobie z tego nie robię... tworzę po swojemu, o zgrozo! Po prostu ignoruję zamówienia swoich klientów! Dlaczego? Wbrew pozorom po to by do mnie wracali. Poukładajmy to sobie:

#ktowienajlepiej Większość osób przychodzących do nas po kartkę coś z naszej lub innej galerii prac widzieli, ale to najprawdopodobniej mały ułamek wszelkich kartkowych możliwości. Jeśli jesteśmy na prawdę kreatywni to przy każdym zamówieniu pojawia się nowy pomysł, na dodatek co chwilę wpada nam w ręce nowy papier, dodatki, wykrojniki, i techniki. Dlaczego miałabym klepać kolejną identyczną pracę, jeśli po pierwsze ma być WYJĄTKOWA, po drugie - nie mam żadnej frajdy z tworzenia, po trzecie już nigdy tak samo mi się nie uda, a po czwarte WIEM LEPIEJ. 
Zołza ze mnie- nie zrobię czegoś pod dyktando. Jak reagują klienci?
Różnie- najwięcej jest bardzo zadowolonych, nieco mniej po prostu zadowolonych, a niezadowolonych? Mały odsetek dosłownie, który byłby znacznie większy jeśli tworzyłabym wbrew własnej wiedzy, umiejętnościom i intuicji. Powstałyby wtedy dziwne hybrydy niezbyt podobające się także zamawiającym. Oczywiście to nie jest tak, że jestem zachwycona wszystkim co robię, bez przesady! Zołza jestem, ale trochę samokrytyki jeszcze zachowałam ;) 
I coś ważnego wyhodowałam przez te parę lat...

#pewnoscsiebie tego co potrafię, co mówię, co wiem w relacji z klientem. To chyba oczywiste nawet jeśli nie byliście nigdy na żadnym szkoleniu dla osób zajmujących się sprzedażą. Jeśli nie wierzysz w to co mówisz do drugiej osoby, dlaczego Twój rozmówca miałby Ci zaufać? Z tego co wiem, początkującym zawsze najtrudniej jest podać cenę za oferowany produkt. 
Ręcznie robiona kartka najczęściej kosztuje około 15zł. Dużo czy mało? Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia. Nie wiadomo dlaczego, zaczynamy patrząc z najniższego... nawet jeśli już robimy piękne prace, które nam samym się podobają, ta cena jest dla nas jakaś niebotyczna. Wypowiadamy ją ze ściśniętym gardłem obawiając się reakcji i zastanawiając się czy "to w ogóle się może komuś podobać?" Reakcja drugiej strony niestety jest często taka, jakiej się spodziewaliśmy- "Ile? Myślałam, że..." i tutaj różnie to tam się może w zależności od kontekstu kończyć. 
   
   Dlatego bądźcie pewni każdego wypowiadanego słowa, ale pewnością popartą wiedzą, a nie cwaniactwem, bo to czuć na kilometr.

#czyndrugiemu Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe, czyli traktuj klienta w sposób, jaki samemu chciałbyś być traktowany. Zrozum i wysłuchaj, dokładnie wypytaj, ale bez przesady! Nie otwieraj furtki, po której przekroczeniu usłyszysz całą litanię szczegółowych wytycznych, bo nie są tak na prawdę potrzebne. A przede wszystkim doceniaj klientów typu "Tak, jak Pani zrobi będzie ładnie"- to gatunek szczególny i cieszcie się każdym spotkaniem z nim! Nie wciskajcie gorszej pracy, bo wszystko mu się da wcisnąć. Wręcz przeciwnie- zróbcie coś na prawdę pięknego! Dzieli się ten nasz wyjątek na dwie mniejsze pod grupy, z których pierwsza może być jednak ukrytym pod miłą aparycją złem wcielonym, a druga (całe szczęście tych jest duuuużo więcej) kontynuacją pierwszego miłego wrażenia także przy odbiorze zamówionej kartki. Wróćmy jednak do naszego zła. 
"Pani zrobi jak uważa" -pada przy zamówieniu, a przy odbiorze: "Inaczej to sobie wyobrażałem/łam". Dlaczego nam to robi? Tu chyba następny podział powinniśmy ustanawiać- naciągacz, albo nieświadomy. Naciągacz udaje niezadowolonego, bo w ten sposób może wymusić na nas gratisik albo obniżenie ceny, a drugi po prostu nie potrafi się komunikować i zapomniał dodać, że osoba, dla której zamawia kartkę, nie znosi kolorów fioletowego, różowego, zielonego, niebieskiego, czerwieni, turkusów, szarości i w sumie za żółtym nie przepada, kwiatki uważa za kiczowate, motylki przywodzą jej na myśl jakieś traumatyczne wspomnienie z dzieciństwa, a kartka miała być okrągła, bo symbolika z tym związana... itd, itp... Pierwszemu od razu mówimy, że nie musi kartki odebrać i ma prawo zwrotu (odpuści i tak kupi), drugiemu wytłumaczmy w jaki sposób robi się zakupy i poprawmy jeśli mimo wszystko jest sympatyczny, a my mamy na to jeszcze czas. 

#cenaczynicuda Tutaj nie napiszę o promocji tylko o rzetelnej wycenie. Liczycie materiały i godziny pracy, na pewno nie wg najniższych na rynku. Poniekąd o tym pisałam już w poprzednim poście. Zrobienie kartki powinno nam zająć kilka minut.

To ten moment posta, w którym zołza we mnie widzi oczyma wyobraźni jak co niektórzy opluwają swe monitory:
"Jak to kilka minut?! Godzin!!! Godzinami się przecież tworzy dzieła!"
Tak, ale nie za 15zł. Milionerkami z tych kartek nie będziemy, ale jakaś rentowność być musi!

Przetrzyjcie te oplute monitory i wskakujemy z powrotem w temat

Kartka to nie wszystko, tworzymy przecież zaproszenia, upominki, boxy itd... nie zaniżajmy cen, bo skutek będzie wręcz odwrotny- zbyt niska będzie zawsze budzić podejrzenia, a wyższa da Wam możliwość spokojnego pokrycia kosztów i ewentualnego pola manewru do tworzenia promocji. Mamy ogromne szczęście tworzyć w momencie kiedy rękodzieło stało się modne i pożądane. Jest na nie popyt i duża świadomość kupujących co do cen, trendów i jakości. Kiedyś napiszę Wam o tym, jak to wyglądało 20lat temu, kiedy próbowałyśmy przekonywać wraz z mamą wszystkich wokół, że to co ręcznie zrobione jest dużo bardziej wartościowe od tandetnej masówki, bo taka właśnie wtedy zalewała nas, mimo, że o Alli Express nikt jeszcze nie słyszał... Ale to nie dzisiaj bo mi już tutaj na prawdę uciekniecie, widząc to rozpasanie, czy rozpisanie ;)

   I tak ładnie udało mi się przejść płynnie do obiecanego wątku:

CO NAJLEPIEJ SIĘ SPRZEDAJE?

   Piękne rękodzieło. Każdy z Was, kto czyta tego bloga zaglądał nie raz na platformy sprzedażowe, a może już z nich korzystacie? Zapewne wpadacie na strony z produktami w bardzo wysokich cenach. Co w nich jest takiego wyjątkowego? Coś, co siedzi w nas od dziecka często. Nie chęć zysku i szukanie na siłę "Na czym tu można zarobić?", ale PRAWDZIWA PASJA. Bądźmy autentyczni, oryginalni, podnośmy kwalifikacje- jak w każdym zawodzie to właśnie to przynosi sukces. Dlatego najlepiej zawsze sprzeda się coś, co zrobimy najpiękniej. Może będą to kartki 13x13cm, albo zaproszenia, może boxy, lub inne formy przestrzenne? Twórzcie, a będzie Wam dane ;) 

    Ilustracją do dzisiejszego posta jest scrap na sprzedaż (może mi się oberwać od konserwatywnych scraperek...) Ilustracja do wcześniejszych wynurzeń na temat klient swoje, a ja swoje. zdjęcie miało być tak wkompnowane, jak praca z moją Maryśką. Stoi w Warsztacie, klientki zwracają uwagę często na scrapy i blejtramy z portretami moich bliskich i często nie widzą, że ta praca to tło dla nich, skomponowana z nim i na warunkach podyktowanych przez tematykę i kolory ze zdjęcia. Czasami bardzo trudno to wytłumaczyć i poddajemy się wiedząc, że trzeba będzie szukać kompromisu. W tym wypadku zdjęcie było dość duże, pozowane i kolorystyka nie pasowała do wytycznych, ale chyba jakoś wybrnęłam, a radocha z tworzenia była, bo w końcu wykorzystałam jedną z tych fantastycznych folii 13@rts!
Pozostałe produkty wrzucę wraz z dodatkowymi zdjęciami i filmikiem, by pokazać cały efekt jutro na  bloga firmowego

  
Tymczasem oprawiony scrap prezentował się tak:



A co w kolejnym odcinku?
Konkrety: ile co kosztuje, czy jest konieczne itd
I to nie tylko w kontekście pracowni, ale również opłat związanych z prowadzeniem działalności i zmianami w przepisach!
Oczywiście ja o tym nie mam bladego pojęcia, wypowiedzą się fachowcy, podam też namiary do rzetelnych źródeł informacji.




piątek, 9 lutego 2018

Czy opłaca się robienie kartek na sprzedaż? cz.2

   Witajcie.
  Na wstępie fantastyczna wiadomość dla Was! Kolejna, druga część cyklu będzie znacznie krótsza od pierwszej :) Prawda, że to miło z mojej strony?
   A tak serio, bo to przecież poważny temat- dotyczy pieniędzy, wracam dzisiaj do Was z kolejnymi istotnymi wskazówkami dotyczącymi sprzedaży kartek własnoręcznie robionych.
  Na początek ważna uwaga, którą w zasadzie powinnam była umieścić już w pierwszym poście, chociaż wydaje się dość oczywista: 

   Zawarte w postach wskazówki publikuję w oparciu o własne długoletnie doświadczenie w tej dziedzinie. Nie przedrukowuję Wam tutaj cudzych przemyśleń i tekstów tylko swoją subiektywną ocenę rzeczywistości i możliwości. Pamiętajcie o tym!



  A teraz konkrety.
W poprzednim poście zawarłam trzy zasady, które tutaj przytoczę, ale bez rozwinięcia:

1. Zanim podejmiesz decyzję o wydaniu majątku na wszystkie przydasie 
dokładnie się zastanów co potrzebujesz.
  
 2. Dokładnie przekalkuluj ile osób jest już Twoimi klientami, 
jak często zamawiają i przede wszystkim czy wracają?

3. Co będziesz sprzedawać? Kartki? OK, ale konkretnie jakie?
No bo chyba masz jakiś pomysł na nie? 
Cudzymi się nie sugeruj-nie tędy droga! 


Są one tylko bardzo ogólnym wstępem, pozostałe poruszane kwestie to po trochu będą ich rozwinięcia.

KOSZTY  PRODUKCJI

  Tak, tak produkcji, bo jak inaczej nazwać tworzenie kilkudziesięciu prac dziennie? Jeśli już tworzysz kartki to na pewno wiesz ile czasu zajmuje Ci zrobienie jednej sztuki. Czas pracy jest także ważną częścią ostatecznej ceny sprzedaży produktu. Wiele osób twierdzi, że przygotowanie sobie wzoru i powielenie go usprawnia pracę. Ja nie mogę tego potwierdzić niestety. Nie bez przyczyny nazwałam swego bloga, a później firmę Niepowtarzalna Kartka.

   Nie potrafię powielać kartek, nie lubię tego bardzo. Tworząc jedną w głowie mam plan na pięć następnych i męczyłabym się okrutnie, nie mogąc ich zrealizować jedna po drugiej. Jeśli zaglądacie na tego bloga wiecie, że moje kartki są dość proste i oszczędne z reguły. Nie lubię też podczas pracy używać zbyt wielu wykrojników. Zajmuje to moim zdaniem zbyt dużo czasu i denerwuje mnie  kręcenie korbką, a wydłubywanie z wykrojników skrapka doprowadza do szału! Mam poczucie, że przez to uciekną mi z głowy czekające już tam w kolejce następne pomysły.
   Natomiast ścinki, które jakoś tak same ułożą się w całość - to jest to! Ścinków nawet tych najmniejszych nie wyrzuci żadna z osób kochających tą formę rękodzieła, papiery do scrapbookingu uwielbiamy i wykorzystujemy co do najmniejszego skraweczka!

   Mamy zatem już mój przepis na kartki zrobione szybko i bez bardzo dużego nakładu finansowego.

  Mogę tutaj jeszcze dodać kilka innych sposobów na zaoszczędzenie materiałów: samodzielne przygotowanie tła - akwarelki, farby akrylowe, szeroko pojęte mixedmedia, stemplowanie, albo wytłoczenie gładkiego papieru przy pomocy folderów, kawałek tkaniny, a może kolaż z niepotrzebnych druków? Możliwości jest na prawdę bardzo dużo i wcale nie będzie to kosztem cennego czasu, bo fajne tło czasem w zupełności wystarczy- do tego napis i kartka gotowa. Podobnie z pięknymi papierami do scrapbookingu, które żal zasłaniać przez wielowarstwowe kompozycje.

I dzięki temu wątkowi - wykorzystywane materiały - płynnie przejdziemy do  drugiego dzisiaj hasła.

TEGO NIE RÓBCIE! 
czyli jak kartek nie robić...

bo zakładam, że wiecie jak je robić 
jeśli podejmujecie decyzję o zarabianiu na nich

 Materiały:
 nie używajcie papieru toaletowego. Na prawdę. Nie róbcie tego. Śmieszne? Okazuje się, że prawdziwe, ktoś na jednej z grup ostatnio przytoczył taką kartkę z tłem z papieru toaletowego jako przykład zaproszenia za złotówkę, serio. 

Narzędzia:
 nożyczki z dekoracyjnymi ząbkami - oddajcie dzieciom do zabawy. I nic więcej w tym temacie, po prostu oddajcie je dzieciom, szczególnie tym maluszkom od drugiego roku życia, bo są  dla nich w miarę bezpieczne, a dla Waszych prac wręcz przeciwnie.

Kompozycja:
  nie przyklejajcie równomiernie na całej powierzchni kartki kwiatków mieszanych z listkami, które na dodatek zamiast pod kwiatkami są obok nich, jakby je właśnie ktoś poobrywał i rozrzucił na kartce. Do tematu kompozycji, szybkiego, łatwego i trwałego montażu na kartce powrócimy w kolejnych odcinkach.
  I jeszcze związana z kompozycją kwestia umieszczania napisów. Nie przyklejajcie napisów na kartki na ukos! To kompletnie nie ma żadnego uzasadnienia poza takim, że nie potraficie tego zrobić prosto...


   A na koniec ilustracja do dzisiejszego posta: zbliżają się Walentynki więc prace w tym temacie, ale... papiery z kolekcji dziecięcej. Dlaczego to ma jakieś znaczenie? Bo Walentynki wbrew pozorom to nie jakieś "żniwa" dla robiących kartki.  Ja robię ich bardzo mało - słabo się sprzedają. Nie kupuję więc specjalnie na tą okazję papierów ani żadnych przydasi. Natomiast odkrywam w innych kolekcjach sporo miłosnych inspiracji i tak powstają takie oto Walentynki po mojemu...






Wykorzystałam zestawy dodatków z kolekcji papierów Craft o'clock:



   W następnym odcinku przybliżę Wam pewne ważne umiejętności w kontaktach z klientami i w realizacji samych zamówień. Zdradzę także co sprzedaje się najlepiej... Będzie to także znacznie dłuższy post, mam nadzieję, że to Was nie odstraszy ;)


 

piątek, 2 lutego 2018

Czy opłaca się robienie kartek na sprzedaż? cz.1

Witajcie.
Długo biłam się z myślami, czy zabierać się za publikowanie postów o tej tematyce-
 ZARABIANIE NA WŁASNYM RĘKODZIELE. 
Ostatnio z powodu nadmiaru obowiązków nie mogłam nawet regularnie publikować postów na blogu, a co dopiero rozpisywać się bardziej i to jeszcze w ramach cyklu!

Jednak... jednym z moich noworocznych postanowień 
(tak, tak miewam je czasami, średnio raz w roku) był powrót do blogowania, do zaglądania na blogi, które mnie zawsze inspirowały i do pracy twórczej dla siebie, po swojemu i na własnych warunkach. 
Dodatkową motywacją był dla mnie nasz nowy sklep internetowy Warsztat-24, który wraz z mężem otworzyliśmy po dwóch latach odkładania na później. Większość z Was doskonale się pewnie orientuje, że każdy ze sklepów z materiałami do scrapbookingu, mixedmedia czy jakichkolwiek innych technik rękodzielniczych musi mieć wsparcie w postaci bloga i stron w mediach społecznościowych- to tam się reklamujemy i dzięki zdolnym osobom z DT możemy pokazywać jakie możliwości mają narzędzia, materiały, preparaty, które są w sprzedaży. Dzięki temu klient nie kupuje kota w worku- dokładnie widzi jak prezentuje się np. scrapek z wykrojnika, kolor mgiełki użyty w pracy, albo tekturki dodane do kompozycji.
Zatem i ja musiałam poprzestawiać priorytety i zaangażować się bardziej w blogowanie i publikowanie swoich prac w Internecie, oczywiście z przyjemnością do tego wracam :) Przez ostatnie dwa lata najważniejszy był stacjonarny Warsztat i to co się w nim działo. 

Wracając do odpowiedzi na zadane w tytule pytanie. 
Czy domyślacie się dlaczego to będzie cykl postów, a nie jeden? 
Absolutnie nie dlatego, że  mam niespełnione ambicje grafomańskie ;)
Odpowiedź to jednocześnie (i niestety na samym początku) bardzo zła wiadomość 
- to nie jest temat łatwy i prosty, tak jak i samo robienie kartek na sprzedaż- nie jest łatwe i proste.
Będą też dobre wiadomości więc nie zrażajcie się!

Żeby Wam rzetelnie wszystko opisać muszę zacząć od początku, ale nie uciekajcie jeszcze!
Nie zacznę od zamierzchłych bardzo czasów mojego dzieciństwa :) Ba! nawet początków działalności nie będę Wam tutaj streszczać, bo to wszystko już znajdziecie w jednym z postów z przed ponad dwóch lat! 
Zajrzyjcie koniecznie klikając na tytuł:


Ten post, a raczej zainteresowanie nim i ilość odsłon, świadczy o wadze tematu i jego aktualności. Wiedząc jak wielu z Was czytało go, zastanawiając się,  czy nie spróbować pracy  na własnej działalności gospodarczej było też dla mnie argumentem za publikacją rozpoczynającego się dzisiaj cyklu.
Dlatego przeczytajcie go zanim "polecimy dalej z tematem".

Zaczynamy ponownie od prywaty, no ale inaczej się nie da. 
Oderwana od kontekstu sytuacji rodzinnej historia mojej działalności może się Wam wydać niezrozumiała.

Polecany powyżej post pisałam w maju 2015r.
Skończył mi się preferencyjny ZUS a w sytuacji rodzinnej, w jakiej się znalazłam nie dałam rady działać zawodowo codziennie po kilkanaście godzin na dobę.
Co zajmowało mi tyle czasu i co się zmieniło w kwestii rodzinnej opisałam także w poście powyżej podlinkowanym, sami więc widzicie- to lektura obowiązkowa ;)

Co się jeszcze zmieniło? Mój mąż także zajął się tworzeniem, ale dla niego pasją stało się wycinanie z drewna dekoracji, które z kolei fantastycznie można wykorzystać do ozdabiania w różnych technikach i co z wielką przyjemnością często robię, zobaczcie sami:
Story Wood

Dlatego kiedy ja nie mogłam już tak intensywnie pracować 
opłacanie składek ZUS w pełnym wymiarze nie było możliwe.
Natomiast większy sens miało zarejestrowanie działalności na męża, bo to on poświęcał coraz więcej czasu na dodatkową działalność poza swą pracą zawodową.

Kiedy w styczniu 2016r. nasza najmłodsza córka poszła do przedszkola, postanowiliśmy zrealizować coś co już dużo wcześniej pojawiło się jako pomysł, ale zarzucony z powodu braku czasu i możliwości.
Wynajęliśmy lokal na działalność gospodarczą.
 Lokal o wielkości 97m2
Dlaczego taki ogromny? Absolutnie nie dlatego, że moje przydasie w domowej pracowni zajmowały aż tyle miejsca. Od początku mieliśmy świadomość że samymi kartkami niczego nie utrzymamy. Natomiast wynajmowałam pracownię w miejscowym ośrodku prowadząc tam warsztaty rękodzieła, więc przeniosłam ją do siebie- oszczędziłam trochę na tym, ale to i tak nie pokrywało kosztów wynajęcia dużego lokalu. 
Zatem co jeszcze? 
Nagle okazało się. że w moim mieście pojawiło się zapotrzebowanie na organizację urodzin dla dzieci w innej formie niż plac zabaw, zjeżdżanie i kulki. 
Kreatywne urodzinki! 
Ten pomysł, mimo że błyskawicznie podchwycony przez bliższą i dalszą konkurencję bardzo nam pomógł w utrzymaniu lokalu.
Już wtedy miałam duże doświadczenie w warsztatach z dziećmi, więc dorzuciłam do oferty Warsztatu kreatywne cotygodniowe zajęcia dla dzieci i to był strzał w dziesiątkę, zainteresowanie było tak duże, że szybko powstały dwie bardzo liczne grupy!
Potem, poniosła mnie fantazja podczas wakacji zorganizowaliśmy półkolonie, bo jako rodzic sama wiem, że zorganizowanie opieki podczas wakacji dla dzieci nie jest łatwe.
O organizowaniu półkolonii mogłabym osobny cykl postów stworzyć, a my przecież mieliśmy o kartkach...
No i gdzie one w tym wszystkim?
W międzyczasie powstawały, ale sama już nie dawałam rady ogarniać wszystkiego plus trójki dzieci i wtedy z nieba spadła nam Renia. Najpierw był staż, a potem zatrudnienie na stałe, bo w tej chwili nie wyobrażam sobie jak Warsztat funkcjonowałby bez niej.
Dzisiaj zdecydowaną większość zamówień realizuje Renia, która po prostu błyskawicznie nauczyła się robić piękne kartki, pamiątki, zaproszenia, do tego ma świetny kontakt z klientami (pamiętacie 5 przykazań z posta Scrapowanie czy zarabianie?)
Ja kartek robię dużo mniej niż powiedzmy przed dwoma laty.
Nieliczne pokazuję tutaj. Nie wszystkie zdążę sfotografować, nie wszystkie także chcę fotografować, bo po prostu uważam, że nie warto... to dość brutalna rzeczywistość, ale nie będę owijać w bawełnę, o gustach się nie dyskutuje, a ja muszę zarabiać i jeśli komuś coś się bardzo podoba, a mi wręcz przeciwnie? 
Mogę powiedzieć klientowi, że czegoś nie wykonam, zdarza się to bardzo rzadko, raczej w Warsztacie narzucamy własny styl, ale jeśli komuś bardzo zależy na pamiątce nie w moim guście, to powiedzmy, że szukamy kompromisu :)
Po tym długaśnym wstępie nagrodzę Was kilkoma wskazówkami,
 jakie miałabym dla osób początkujących w tej dziedzinie:

1. Zanim podejmiesz decyzję o wydaniu majątku na wszystkie przydasie dokładnie się zastanów co potrzebujesz.

Ja kupiłam gilotynę po trzech latach tworzenia kartek na sprzedaż!
Wcześniej używałam nożyczek, linijki, nożyka- podstawowych narzędzi, które znamy z zajęć w podstawówce- to nasze ręce i NASZE pomysły odgrywają największą rolę!
Maszynkę do wycinania i wytłaczania kupiłam baaardzo późno, w ogóle nie odczuwałam je braku, robiłam np takie kartki:
 Wiosna w Paryżu
Jedyne czego potrzebowałam to były papiery do scrapbookingu!
chociaż i bez nich można tworzyć:
Kartka na Kryształowe Gody.
Mam też to szczęście, że robieniem kartek zajmowała się jednocześnie moja młodsza siostra, która uwielbiała wszelkie nowinki, łatwo je wyłapywała, a ja sobie zawsze u niej mogłam podpatrzeć, czy to dla mnie :)
Na bloga Lindy zajrzyjcie koniecznie:
Made by Groszek

2. Dokładnie przekalkuluj ile osób jest już Twoimi klientami, jak często zamawiają i przede wszystkim czy wracają?

Ja śmiało mogę powiedzieć, że dzięki jednej z moich dobrych koleżanek, która jako pierwsza kupowała i wspierała -skutecznie mnie polecając innym, mam  teraz ogromną lokalną grupę osób zamawiających regularnie personalizowane kartki i upominki. Prawie do zera spadła ilość zamówień z Internetu, od osób, które znalazły mnie przez bloga albo FB.
Kiedyś było odwrotnie, ponieważ wystawiałam prace np. na DaWanda i nawet Allegro (głównie masowe- zaproszenia i pamiątki komunijne).
Inna z koleżanek z kolei przyjmuje moje prace w komis do kwiaciarni- to także świetne rozwiązanie- raz w miesiącu się rozliczamy.
Oczywiście największą sprzedaż kartek mamy jednak stacjonarnie w Warsztacie- tak jak wspomniałam tutaj w tej chwili najwięcej działa zatrudniona u nas Renia. 

3. Co będziesz sprzedawać? Kartki? OK, ale konkretnie jakie?
No bo chyba masz jakiś pomysł na nie? 
Cudzymi się nie sugeruj-nie tędy droga! 

Ja najbardziej lubię tworzyć bez schematu czy projektu- ze sterty papierów i totalnego bałaganu na blacie roboczym same w ręce wpadają mi papiery i dodatki tworząc kompozycję jedyną i niepowtarzalną, szczególnie gdy pracuję na już napoczętych kolekcjach, ścinkach albo pod ręką mam przypadkowo jakiś nieoczywisty materiał...

Jeszcze w temacie własnych pomysłów- inspirujcie się tym co wokół, albo dostępnymi pod ręką materiałami ale niekoniecznie cudzymi pracami,
myślenie - "O! na tym można zarobić" 
kiedy się patrzy na cudzą pracę nie zaprowadzi Was daleko...


 ______________________________________________
Za tydzień napiszę o kosztach - jak je minimalizować, 
o różnych sposobach "produkcji" w zależności od oferowanego produktu- kartki, 
 oraz o reklamowaniu się i szukaniu odbiorców.

W kolejnych odcinkach pojawią się także porady dotyczące tego jakich kartek NIE ROBIĆ, 
jak podnosić swoje umiejętności i czy koniecznie trzeba jeździć na warsztaty;

a także:
 konkretne przykłady kartek na sprzedaż, tutoriale i tipy.
_____________________________________________


Żeby coś oprócz pisaniny Wam pokazać w dzisiejszym odcinku, poniżej znajdziecie zdjęcia kartek, jakie ostatnio zrobiłam.
Dlaczego akurat takie wybrałam- dowiecie się niebawem :)


Oto kartka, która może być bardzo uniwersalna- na każdą okazję!
(to też może być ważne przy tworzeniu na sprzedaż)



Przy jej tworzeniu wykorzystałam:


https://www.warsztat-24.pl/pl/p/Zestaw-wykrojnikow-kwiaty-serwetka/975https://www.warsztat-24.pl/pl/p/MASZYNA-TNACO-WYTLACZAJACA-A4-DP-Craft/972https://www.warsztat-24.pl/pl/p/Folder-do-embosingu-drewno/982
https://www.warsztat-24.pl/pl/p/Zestaw-papierow-do-scrapbookingu-Birdsong/968



I jej wersja uproszczona, czyli z mniejszym nakładem pracy i środków 
- chociaż nie zawsze jest to regułą dla prostych kartek!


Podsumowując- mam nadzieję, że moje godziny spędzone przy komputerze miały sens i dzisiejszy post na coś się przyda.
Serdecznie zapraszam już teraz na kolejny odcinek z cyklu, który pojawi się za tydzień i oczywiście w międzyczasie na inne publikacje na blogu!

Na firmowym blogu Warsztat-24 możecie również zobaczyć 
inne prace z wykorzystaniem papierów Mintay!

Miłego weekendu!



poniedziałek, 22 stycznia 2018

Nowe papiery Karoli Witczak

Dziś chciałabym wam pokazać moje prace 
z wykorzystaniem nowych kolekcji Mintay Papers Karoli Witczak. 
Cudne wiosenne papierki przykuwają uwagę kolorystyką 
i pięknymi motywami kwiatów, ptaków 
i innych przypominających o tym, że zima kiedyś się skończy :)

Klik na banerek jeśli chcecie obejrzeć całą kolekcję:

https://www.warsztat-24.pl/pl/searchquery/birdsong/1/phot/5?url=birdsong


 lub

https://www.warsztat-24.pl/pl/searchquery/springtime/1/phot/5?url=springtime


Zrobiłam z tych kolekcji proste kartki, a także niewielką dekorację na bazie drewnianego serduszka Story Wood.








   

Natomiast napisy wykorzystałam z kolekcji firmy Craft o'clock


Mam nadzieję, że troszkę Wam wiosny wniosłam 
w ten styczniowy poniedziałek!

 

czwartek, 18 stycznia 2018

Exploding box inny niż wszystkie DT Warsztat-24

A przynajmniej inny niż te, które ja do tej pory najczęściej tworzyłam :)

Prosty i mocno inspirowany kolekcją papierów Alice in Candyland, a dokładnie tymi arkuszami z kolekcji, na których pojawia się motyw rysowanych cienkich linii jakby nici.
Strasznie spodobało mi się to na tych papierach z 13 Arts, 
stwierdziłam, że można się pobawić w dorysowanie ich
także własnoręcznie... 
Co o tym sądzicie?









 ___________________________________
 Lista materiałów:
 _____________________________________


 Pozdrawiam cieplutko i zapraszam także na bloga firmowego


https://www.warsztat-24.pl/


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Idzie nowe!

A raczej nowy :) 

Moi drodzy, od kilku tygodni działa już sklep internetowy
o którym marzyłam od momentu powstania stacjonarnego Warsztatu. Oczywiście jeśli sklep to i DT musi zaistnieć! Od samego początku wiedziałam z kim mi się marzy pracować
i udało się! Niebawem już będzie wiadomo o kim mowa...
 ale mamy dopiero część zespołu, więc jeśli ktoś z Was chciałby dołączyć, serdecznie zapraszam do zapoznania się ze szczegółami na naszym nowym blogu sklepowym:




Pozdrawiam serdecznie!







czwartek, 28 grudnia 2017

Scrapowa choinka

Witajcie po świętach, mam nadzieję, że dla wszystkich szczęśliwych i pięknych. 

Mam dzisiaj dla Was jeszcze pracę typowo świąteczną, której nie zdążyłam pokazać przed Bożym Narodzeniem. Choinkę drewnianą Story Wood okleiłam papierami UHK Gallery z kolekcji Christmas in Avonlea. Dodałam kilka drobiazgów by stworzyć kompozycję i w sumie dość szybko powstała dekoracja w tradycyjnych kolorach świątecznych.




Jeśli po świętach szukacie okazji 
na korzystne zakupy zapraszam do sklepu 

do 6 stycznia 2018 
czekają tam na Was produkty 
w mocno obniżonych cenach w dziale Boże Narodzenie!